1. Hipoteki.net
  2. >
  3. Aktualności
  4. >
  5. Trudniej o wkład własny przy remoncie mieszkania

Trudniej o wkład własny przy remoncie mieszkania

Trudniej o wkład własny przy remoncie mieszkania
Ocena: 5 (ilość ocen: 1)

Wakacje się kończą, ale sektor nieruchomości w to lato do nudnych nie należał. Wygląda na to, że ostatnie dwa miesiące były krzepiące dla banków – ciągle mamy boom na kredyty hipoteczne. Korekta sprzedaży mieszkań nie zraziła deweloperów, którzy rozpędzają się z nowymi inwestycjami. Do tego rząd nie ustaje w pomysłach nad tym jak poprawić sytuację mieszkaniową Polaków. Co w tym wszystkim jest dobrego lub złego dla zwykłego konsumenta?

Eldorado dla banków na rynku kredytów hipotecznych

W lipcu tego roku banki udzieliły kredytów mieszkaniowych z wartością o 23,6% wyższą niż w tym samym czasie, rok temu.

W stosunku ilościowym wzrost dla tego okresu wynosił 12,7%. Dobra koniunktura na rynku kredytów hipotecznych ma się w najlepsze. Tak samo pomyślnie dla banków wypada porównanie dla okresu od stycznia do lipca 2018 roku i analogicznego czasu w roku 2017. Instytucje finansowe udzieliły tu 8,5% więcej kredytów mieszkaniowych, ich wartość była wyższa o 17,7%.

Te liczby cieszą banki, ale niekoniecznie samych konsumentów. Rosnące ceny nieruchomości i brak alternatyw na zakup własnego domu, sprawiają, że Polacy zaciskają zęby i biorą coraz większe kredyty mieszkaniowe. Na dodatek wysoka inflacja sprawia, że np. oszczędzanie na lokatach jest nieopłacalne. Dobrym interesem nadal są mieszkania, co jeszcze bardziej napędza rynek. Na szczęście spadek sprzedaży mieszkań u deweloperów oznacza, że klienci nie wpadli w gorączkę zakupów i dają sygnał, że mają dość nienaturalnie wysokich cen nieruchomości.

Banki zaostrzają politykę kredytową?

Co kwartał NBP publikuje ankietę na temat sytuacji i oczekiwań na rynku kredytów. Na okres lipiec-wrzesień 2018, banki dla kredytów hipotecznych przewidują niewielkie złagodzenie polityki kredytowej oraz mały spadek popytu. Przez ogólny charakter raportu, ciężko ocenić jego trafność, ale wygląda raczej na to, że instytucje finansowe mają kolejny dobry miesiąc, a konsumenci niestety będą musieli między innymi wykazać się większym wkładem własnym przy kredycie mieszkaniowym.

Do tej pory w części banków można było zaciągnąć kredyt na kupno i remont mieszkania. Instytucje na korzyść konsumenta uznawały, że minimalny wkład własny obowiązuje tylko za nabycie nieruchomości. Teraz sytuacja się zmieniła. Przedtem klient biorąc kredyt hipoteczny na kwotę 300 000 zł, gdzie 250 000 zł to cena zakupy mieszkania a pozostałe 50 000 zł miało być przeznaczone na remont, potrzebował tylko 50 tys. zł wkładu własnego (20% od 250 000 zł). Teraz trzeba wykazać się większymi oszczędnościami. Dla powyższego przykładu wymagane będzie już 10 000 zł więcej, bo 20% z 300 000 zł, za mieszkanie i jego remont, czyli 60 000 zł.

Większy wkład własny przy remoncie nieruchomości trzeba będzie już mieć w BZ WBK, ING Banku Śląskim czy PKO BP.

Zwroty za bezprawnie pobrane ubezpieczenia niskiego wkładu własnego

Ostatnio też głośno jest o złych praktykach, które stosowały banki wobec swoich klientów. NIK zarzucił KNF, UOKiK i rządowi, że w niewystarczający sposób dbają o interesy konsumentów. Organy, które mają stać na straży właściwych zachowań na rynku finansów, są nieskuteczne oraz nie mają wystarczających instrumentów, aby zmusić banki do realizowania ich założeń.

Przykładem tego jest np. sprawa banku Millennium, który w niedozwolony sposób wraz z kredytem hipotecznym we frankach, udzielał ubezpieczenia od niskiego wkładu własnego. W wyniku zmiany kursów walut to w gestii banku pozostawało ocenienie, czy konsument spłacił ubezpieczoną część zobowiązania. Sprawa musiała trafić aż do sądu i dopiero wyrok przesądzający na korzyść klientów sprawił, że Millennium wyśle kredytobiorcom aneksy do umów.

UOKiK wysłał w tej sprawie zapytanie do innych banków, czy realizują wyroki sądów dotyczące niedozwolonych ubezpieczeń niskiego wkładu własnego. Odpowiedź instytucji była twierdząca i na tym można by skończyć. Choć w trudach UOKiK doprowadził sprawę do szczęśliwego końca? Tak kolorowo niestety nie jest, bo banki respektują tylko te sprawy, które trafiły do organów wymiaru sprawiedliwości i zostały przez nie przegrane. Inaczej mówiąc klienci w podobnej sytuacji, którzy nie mają wyroku sądowego dalej muszą płacić składki za ubezpieczenie.

Dzięki raportowi NIK znów przypomniano sobie o frankowiczach

Z dokumentu przedstawionego przez NIK w drugiej połowie sierpnia br. wynika, że rząd oraz organy odpowiedzialne za ochronę kredytobiorców nie spełniły swojego zadania. Raport dotyczy lat 2005-2017 i pokazuje błędy jakie popełnił KNF oraz UOKiK szczególnie w sprawie kredytów walutowych. Mimo powszechnej świadomości o ryzyku zmiany kursów wszystkie zainteresowany strony ignorowały zagrożenia, których koszty przerzucono na samych klientów.

Choć rząd pracuje nad rozwiązaniem, to deklaracje w sprawie podjęcia się problemu frankowiczów zbiegają się z wyborami samorządowymi, co jak wiadomo sprzyja odważnym oświadczeniom polityków, ale nie zawsze idzie z równie skutecznymi działaniami. Można zauważyć, że przy okazji kredytów frankowych takich zbiegów okoliczności jest więcej. W tym samym czasie, gdy NIK opublikował raport, krytykowana w nim Komisja Nadzoru Finansowego zaproponowała zmiany w Rekomendacji S.

Przy tych okolicznościach najbardziej zadziwiają zuchwałe działania banków, które zamiast zmierzać do odbudowy zaufania konsumentów, prezentują zupełnie przeciwny biegun starań. Chodzi tu m.in. o wspomniane już przepychanki o niedozwolone ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. Ostatnio jednak UOKiK postanowił przyjrzeć się jeszcze zaporowo wysokim kosztom za wystawienie zaświadczeń o historii spłaty kredytu. W jednym przypadku podanym przez Urząd klient miał do zapłacenia za tę usługę aż 1800 zł! Skąd takie ceny? Zaświadczenie to jest potrzebne do spraw sądowych.

Problemy budowlanki narastają, czyli kolos na glinianych nogach

Według raportu Krajowego Rejestru Długów zadłużenie sektora budowlanego w Polsce rośnie. Teraz wynosi już 2,41 mld zł, co daje 200 mln więcej niż rok temu. Także liczba firm notowanych w KRD jest większa. Żeby jednak nie było tak źle, dokument prezentuje informacje o tym, jakie rzeczy działają na korzyść branży budowlanej. Tych jest kilka. Raport wylicza np. wzrost inwestycji w infrastrukturę, wzrost zapotrzebowania na usługi budowlane (produkcja budowlano-montażowa urosła rdr o 24%) oraz pozytywną dynamikę budownictwa mieszkaniowego.

Z tym, że ten ostatni punkt wynika między innymi z dobrej koniunktury gospodarczej, niskich stóp procentowych i braku alternatyw na kupno mieszkania przez Polaków. Pozostaje kredyt hipoteczny i inwestycja w nieruchomość, bo póki co projekty rządowe albo wyglądają tylko na piśmie, albo są kroplą w morzu potrzeb. No i nie wszyscy konsumenci marzą o najmie, a wolą mieć coś swojego.

Lista zagrożeń dla sektora budowlanego jest jeszcze dłuższa, ale najważniejsze punkty to: wzrost kosztów materiałów (o 30-50% rok do roku), kosztów robocizny oraz problemy z płynnością przedsiębiorstw. Problemem branży jest jeszcze brak chętnych do pracy, co jeszcze bardziej naraża sektor na poważne kłopoty. Odwrócony VAT i split payment to kolejne kłody pod nogi dla budowlańców. Widać też pierwsze symptomy spowolnienia, a może nawet większej korekty sektora. Czas pokaże jak to się przełoży na sytuację w całej gospodarce.

Co nas czeka w najbliższym czasie na rynku nieruchomości?

Wszystkie zainteresowane strony bacznie śledzą co dzieje się na rynku nieruchomości. Na razie o kryzysie nie można mówić, choć trudno nie zauważyć napięcia przy obecnym tempie wzrostów cen mieszkań, ilości i wartości kredytów hipotecznych, kosztów materiałów budowlanych. Dynamika sektora jest wyraźna, ale i czujna.

Jak wiadomo rząd sprezentował deweloperom specustawę mieszkaniową i już niedługo powinniśmy widzieć pierwsze plany inwestycji według jej przepisów. Drugi program dopłat do najmów, czyli Mieszkanie na Start ma ruszyć w 2019 roku.

Podobnie od przyszłego roku może zacząć obowiązywać znowelizowana Rekomendacja S. KNF dało czas zainteresowanym na przesłanie uwag do 21 września. Trudno ocenić ile jest w głosach o pracach nad pomocą dla frankowiczów, dobrych chęci, a ile przedwyborczego pijaru. Te na pewno będziemy śledzić z uwagą. Pozostaje zakończyć jakże oklepanym, ale prawdziwym “czas pokaże”.

 

Mateusz Gwardecki

Mateusz Gwardecki

Absolwent Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Zwolennik biznesu odpowiedzialnego społecznie. Zainteresowany nowoczesną bankowością i znaczeniem pieniądza. W wolnych chwilach lubi czytać fantastykę naukową i przeszukiwać rynek idei.

Więcej postów

»

Facebook